Życiowa rozróba

Szukając sensu, swej własnej drogi,
swojego miejsca w nieokiełznanym świecie. Przyglądając się społeczeństwu i jego zachowaniu. Spoglądając w przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
Działając i brnąc do przodu...
Piszę ownlog'a.

Trzeba żyć, a nie tylko istnieć
(Plutarch)
______________________________________________________ ______________________________________________________


SOMETHING WEIRD
18.09.2008 :: 20:37
comments (4)

Miałam sen. Każdy z nas je ma, lecz niektóre są nadzwyczaj nieprawdopodobne, niektóre mało istotne, a inne mające dziwne przesłanie. O takim jak ten ostatni chciałam napisać. Niedawno, dość zmęczona (jak to ostatnio bywa) położyłam się jak co dzień do łóżka, z nadzieją na odpoczynek po kolejnych męczących godzinach spędzonych przy komputerze. Niestety, życie potrafi zaskoczyć. Lecz przejdę do konkretów, chociaż może bym nie wolała, bo miłe one nie są...

Krzyżowice, teraźniejszość
Dlaczego właśnie Krzyżowice? Prawdopodobnie dlatego, że tam spędziłam wczesne dzieciństwo. I tam mam rodzinę. Siedzimy wszyscy razem, ja, mama, tata, brat i siostry, nagle słyszymy dziwny dźwięk wydobywający się zza okna. Wybiegamy na dwór i widzimy samoloty. Masę rosyjskich samolotów. Jeden za drugim pędzą jak szalone, po chwili już ich nie ma. Nie wiemy co się dzieje. Jesteśmy w szoku, bo obawiamy się, najgorszego. Wracamy do domu, włączamy tv i słyszymy komunikaty jeden za drugim na każdym kanale "Rosjanie zaatakowali Polskę. Ich pierwszym celem, są Krzyżowice. Nie wiemy kiedy będziemy w stanie im pomóc. Apelujemy do ludności o zachowanie spokoju i schronienie się w bezpiecznym miejscu" Spokój? Bezpieczne miejsce? jakieś żarty? wojna? nikt nic nie mówi, wszyscy jakby w transie spoglądają z niedowierzaniem na telewizor. Co się stało? dlaczego? kto dopuścił by rosyjskie siły wtargnęły na nasze tereny? co teraz z nami będzie? na odpowiedź nie ma dużo czasu, bo za chwilę słychać kolejne i jeszcze głośniejsze odgłosy samolotowych silników. Tata krzyczy, że mamy się chować, wszyscy biegniemy do piwnicy. Wiktoria zaczyna płakać, a ja potykam się o wszystko co możliwe, czuje jak ogarnia nas panika, dziwny rodzaj chaosu powoli przejmuje nad nami kontrole. Jesteśmy na schodach, jeszcze trochę i będziemy na dole. Wtedy bum! bum! bum! Wszędzie jest kurz, zawaliły się niektóre ściany, szyby są powybijane, prawie nic nie widać. I znowu bum! bum! bum! robi się coraz głośniej, teraz krzyczą wszyscy, mama, tata, Marcin, Martyna, mała Wiktoria już dawno jest na dole, pobiegła się schować. Jesteśmy już w piwnicy. Wszyscy. bezpieczni. Co minutę słyszymy odgłosy spadających bomb i eksplozje, mnóstwo eksplozji, jakby walił się świat, podłoga się trzęsie, jest ciemno, brudno, a my już wiemy co się dzieje. wojna. Rosja zaatakowała Polskę, to chyba skutek zainstalowania obiektów tarczy antyrakietowej. Rosja już od jakiegoś czasu robiła się agresywna, straszyła, żelazną ręką, starała się mieć nad wszystkim kontrolę, no i jeszcze Gruzja, to chyba był dopiero początek.  Miedwiediew chce pokazać kto tu rządzi, za przyczynę agresji podaje jakieś bzdury, totalne kłamstwa wyssane z palca.
Potem film się urywa. Lęk, ogromny strach i bezradność powoduję że z lekkim krzykiem na ustach budzę się. Szybko wstaję. Wyglądam za okno, jest noc, 4 nad ranem w domu panuje cisza. Dojście do siebie zabiera mi pięć minut, nie wiedziałam czy to co widziałam działo się naprawdę, bałam się, pomyślałam, ze to coś musi znaczyć...
znowu kładę się do łóżka, zasypiam, nie jestem w piwnicy, jestem w bloku, chyba na jednym z ostatnich pięter. Trzymam w rękach człowieka, zakrwawionego, z urwaną noga, krzyczy, widzę jak cierpi, trzyma się moich rąk, zaraz spadnie. Błaga o pomoc, ja nie wytrzymuje, puszczam, widzę jak spada, rozglądam się, spoglądam w dół.  Wszędzie krew, wszędzie ciała, wszystko zniszczone. i zaczyna się znowu, bum! bum! bum! widzę samoloty, najpierw 5 potem 10, wszystkie lecą w moim kierunku. spuszczają bomby. wielki hałas sprawia, ze tracę orientację, nie wiem gdzie jestem, nie wie co robić. Dlaczego nie ma tu wojska polskiego? dlaczego nikt nas nie broni? dlaczego całe miasto jest zniszczone, a na ziemi leżą ciała, setki ciał, kobiety, dzieci, mężczyźni..
film się urywa, następna klatka. Jestem na ulicy biegnę co sił, pośród wrzeszczących i taranujących się ludzi, widzę kolejne ciała, tym razem na chodniku, widzę je z bliska, tu leży ręka, ten facet nie ma nóg, a tam w rogu dwa psy, a raczej resztki po nich. Nie wiedziałam, ze z bliska tak to wygląda. czerwony kolor krwi już nigdy nie będzie mi się dobrze kojarzył. Ktoś mnie zaczepia, prosi bym mu pomogła, ma zmasakrowana twarz, nie odzywam się, odpycham go mocno, po czym pada bezradnie na chodnik, biegnę dalej. Przewracam się, ktoś mnie kopie i depcze. Czuje ból, nie wiem co mi się stało, chyba jestem rana. Moja głowa zaraz pęknie, nie czuję już nóg, widzę tylko jak dookoła leje się krew, a na niebie pojawiają się kolejne samoloty. I po raz kolejny. film się urywa.


____________________
____________________

Krótkie wyjaśnienie co do powyższej treści.

To co opisałam przyśniło i się 15-09-08.
Nic nie odda emocji jakie wtedy czułam, zresztą chyba każdy z Was wie, że sny potrafią być bardzo realistyczne, niekiedy trudno odróżnialne od rzeczywistości. Tak też było i tym razem. Koszmar. Nie z duchami i facetem ganiającym z siekierką, lecz z obrazem wojny, której nigdy tak sobie nie wyobrażałam. I choć w moim opisie znajduje się oczywiście dużo fikcyjnych elementów, bo dokładnych szczegółów ze snu nigdy się nie pamięta, zostają natomiast same urywki filmu, poszczególne klatki, które starając się ułożyć w logiczną całość napisałam powyższy test.

Nie pisze nic więcej o tym jak dziwne można odnieść wrażenie, jak bezsensowny był ten sen, ale jakże zarazem niesamowity. Chcę żebyście sami doszli do tego, do czego ja doszłam po kilku godzinach zastanawiania się nad tym wszystkim.



Poczuj smak wojny.




WANNA BE MY FIRST
22.08.2008 :: 22:15
comments (10)

 

Zaczęło się od nieoryginalnego "Say" by Kina Grannis. Potem rozpętała się burza. Artysta, o którym chcę Wam dziś opowiedzieć zaczarował mnie swoim głosem i ciałem. To mieszanka wybuchowa, bardzo rzadka, cenna, ale jak wszystko z wadami, ostatnio coraz bardziej nieukrytymi. Pierwszą piosenką w jego wykonaniu jaką usłyszałam, była "Slow dancing in a burning room". I wtedy pojawiło się pytanie. Am I in love? Odpowiedź brzmiała: probably yes I am. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że natrafiłam na jego muzykę, że taki muzyk nie przeszedł mi koło nosa. John Mayer. Trzydziestojednoletni wokalista i gitarzysta. Na swoim koncie ma już sześć albumów. Chronologicznie: Inside Wants Out, Room For Squares, Any Given Thursday, Heavier Things, Try! John Mayer Trio live in concer, Continuum. Od strony muzycznej John jest naprawdę genialny. Na swoich koncertach nie pozwala widowni się nudzić, zawsze wywoła jakiś skandal (sweet sixteen, who has never been kised wanna be my first, public apology- pitbull attack, czyli "Mistakes happen in life" oraz to co kocham najbardziej, without t-shirt). Gra głównie na gitarze elektrycznej, a na niej popisowe solówki, ale od czasu do czasu chwyta za akustyczną i rozpala do czerwoności kobiece serca smętnymi utworami takimi jak na przykład "free fallin". Pokochałam go za głos i za talent, nawet gdyby nie był tak zabójczo przystojny to prawdopodobnie zakochałabym się równie mocno. Ale jest zabójczo przystojny i nic tego nie zmieni, no chociaż po ostatniej wizycie u fryzjera, co można było zauważyć na niedawno zagranych koncertach na wschodzie Stanów to zwątpiłam. ale teraz już poważniej. Mimo, że jak mówiłam, facet jest awesome, czego nie potrafię napisać, bo wszystko brzmi bezsensownie, dlatego zachęcam, gorąco zachęcam do przejrzenia kilku filmików na youtube. Ale co chciałam powiedzieć...chyba wszystko wyjaśni sytuacja, która mi sie przydarzyła. Parę dni temu zajrzałam na mój ukochany serwis pudelek.pl na którym dowiedziałam się jak to John zerwał swój wiązek z Jennifer Aniston, bo nie była dobra w łóżku, dzień później kupiłam "Galę", w której z wielkim podziwem czytałam o wrażliwym i czułym John'ie, który nieziemsko kocha swoją dziewczynę. Dziś dodatkowo dowiedziałam się o "przebiegu" całego procesu, a mianowicie zerwaniu przez sms'a. Wiem, wiem. Czego ludzie nie napiszą, co za bzdury, a dodając że to na psiaczku było to już w ogóle. Ale uważam, ze coś nie bierze się z niczego. To nie pierwsza akcja, w której John pokazuje niestety oblicze przeciętnego show biznesmena z wielkiego nieokiełznanego świata za oceanem. Jednak mimo to bardzo go cenię i mogę śmiało powiedzieć, że jest jednym z moich ulubionych muzyków.

P.S.
Moje własne opracowanie piosenki "Slow dancing in a burning room", czyli tab na giatrę
zobacz.






PROMISE ME
06.08.2008 :: 07:28
comments (3)

Promise me to książka autorstwa Harlana Cobena. Zaczęłam ją czytać, bo innej w języku angielski w bibliotece do wypożyczenia nie było, dlatego brak wyboru po prostu mnie do tego zmusił. Na początku nie byłam przekonana. Krótka notatka z tyłu wyjaśniła mi.. typowy kryminał, dwie zaginione dziewczyny i ludzie próbujący je odszukać. Co w tym ciekawego? Zero morału, zero pięknych myśli, które pamięta się całe życie.
No ale wzięłam do ręki i zaczęłam. Początek jednak mimo wszystko zapowiadał się dobrze. Nawet nie spodziewałam się, że po kilkunastu stronach tak mnie zaciekawi. Książka opowiada o dwóch dziewczynach, które wszyscy oskarżyli o ucieczkę a jak się potem okazało, było nieco inaczej. Trwają poszukiwania, sypią si ostre słowa, nikomu nie można ufać, a na końcu całkowita zmiana sytuacji o 180 stopni. Użyłabym za wielkiego słowa, mówiąc że jest to książka rewelacyjna którą musicie koniecznie przeczytać, bo tak nie jest. Jest bardzo przyjemna, zaskakująca i tajemnicza, szczególnie gdy czyta się ją w oryginale i nigdy do końca nie jest się pewnym co niektóre słowa oznaczają.






MÓJ DROGI ZIZU
25.07.2008 :: 21:24
comments (1)

Myślała, że o polskim rządzie wiem już prawie wszystko, że nic mnie już nie zaskoczy. A jednak! Jak zawsze pomysłowi politycy potrafili skołować kolejną scenę kabaretową. Dochodzę powoli do wniosku, że P.Doda to przy nich jest bardzo maleńka.
Należy porządnie się zastanowić kto ten kabaret rozpoczął... Tu od razu rzuca się PiS, no bo kto innych w PL od tego jest? Dla mnie sprawa ostatniego pokazu cyrkowego to sprawa Prezydium Sejmu i nikogo innego, nie okłamujmy się kto wywołał Jarcia z norki. Sprawę przełożono na wrzesień, Zbysiu pojechał do Krakowa, spokój. Ale komuś nagle się uznało, ze posiedzenie ma odbyć się natychmiast. No i masz czegoś chciał. "Marszałek Niesiołowski to uzurpator", "na Białoruś", "precz z komuną, precz z platformą, jesteście gorsi niż komuna!" (pis->po). "Macie problemy z czytaniem ze zrozumieniem", "okrzykami się kompromitujecie" "Targowica wychodzi" (PO->PiS).
Mimo iż większą kulturą wypowiedzi, (jeśli o takowej w takiej sytuacji można mówić) wykazało się PO, to i tak nie dziwię sie reakcji PiS. Może nie tyle reakcji, czyli "burdel po raz kolejny", ale zarzutom. Tak się panowie politycy kolegom z zawodu nie robi!

Jak już jestem na drodze polityki, to powiem jeszcze parę zdań. Przepełnia mnie zazdrość. Zazdrość w stosunku do innych państw, które mogą się pochwalić sprawnymi władzami. Władzami, które mają naprawdę na celu dobro kraju i obywateli. Mam nieodparte wrażenie, że w Polsce rząd skupia się na wytykaniu błędów, na topieniu przeciwnika, na wyszukiwaniu uchybień u "konkurencji", zamiast na tym co przyświecać im powinno. Od razu przypomina mi sie kampania wyborcza zarówno PIS'u jak i Platformy. Te wszystkie obelgi i porównania. Te hasła jacy wszyscy oprócz nas są źli i niedobrzy, jacy nielojalni i nienormalni. Na myśl przychodzi, mi tez jedna z moich ulubionych bajek
tutaj podaję link> o złym wilku. Kurczę! Dla mnie gdyby któraś z partii opozycji w tym momencie dosłownie pomogłaby PO zaprowadzić porządek, pomogłaby rozpatrzeć trudndą sprawę, dałaby jakąś radę, byłaby u mnie na pierwszym miejscu. Dla mnie takimi sposobami partie powinny zdobywać głosy wyborców, pokazać co chcą zrobić, pokazać na czym im zależy. Ale niestety, łatwiej jest stwierdzić, że Donald stoi w rozkroku, a Jarcia i jego kumpli należy wysłać do przedszkola. Dziękuję.






HE'S IN LOVE
08.07.2008 :: 13:14
comments (3)



Na jego płytę czekałam długo. Już po kilku odcinkach programu "Jak oni śpiewają" wiedziałam, że "będą z niego ludzie". Nie zawiodłam się bo wytrwał prawie do końca. Nie zwyciężył, ale na pocieszenie swoich wielbicieli powiedział, że nagra płytę 'tak czy siak', bo zgłosiło się do niego wiele wytwórni i mógł sobie nawet pozwolić wybrać tę najlepszą. Sama Edyta Górniak oświadczyła, że chętnie ją kupi. I tak się zaczęło. Jego pierwsza debiutancka płyta nosi tytuł "Polk in love". Znajdują się na niej stare klasyczne kawałki takie jak "what a wonderful world" czy też "fly me to the mon". Nie spodziewałam się niczego innego, to jego styl, to jego wnętrze. Ale z całą pewnością spodziewałam się czegoś lepszego. Lepszego w wykonaniu. Sam repertuar mi odpowiada, to taki lekki jazz, którym pasjonuję sie od niedawna. Jednak jakość tych wykonań jest poniżej poprzeczki. Piotr nie pokazał na co go stać. W większości piosenek tekst jest zbyt "mówiony", brakuje jakiegoś powera, który po słuchaniu krążka przez dwadzieścia minut obudziłby ze snu. Jestem lekko zawiedziona, bo naprawdę liczyłam na więcej. Album jest słaby. Myślę też, że Piotr powinien tworzyć więcej własnych kompozycji, a nie nagrywać stare kawałki w swoim wykonaniu, które nigdy nie będą lepsze od oryginału.
Całość to dla mnie niestety tylko słabe 4.
1 za oczy i czar, 2 za friends, 3 za fly me to the mon, 4 za głooooos oczywiście!

A więcej o jego płycie tutaj.


   



EUFORIA UMOTYWOWANA ROZGRYWKAMI OLŚNIEWAJĄCYMI
30.06.2008 :: 19:54
comments (12)

Długo nic, bo jakby na to nie patrzeć koniec roku szkolnego to
najbardziej pracowita część tej kochanej mordęgi, ale w końcu... !

Opuściłam chyba dwa lub trzy mecze, jeśli chodzi o te najpopularniejszą w Europie męską grę, to
chyba się dofudbolowałam trochę podczas tych mistrzostw. Oczywiście
moja wiedza wcześniej nie ograniczała się do out'u i spalonego. Ale
chcąc nie chcąc kilka nowych wiadomości mój mózg nabył. Nie będe pisać o wszystkim i o wszystkich, bo mimo wakacji ograniczenie czasowe i umysłowe jeszcze jakieś jest- stety; niestety.

Przede wszystkim należy wspomnieć o Polakach. Wyszło jak wyszło. Nie spodziewałam się niczego więcej. Nie zasługiwaliśmy na awans do kolejnego etapu, a szczególnie z tak słabą grą. Dla mnie zabrakło śmigającego w polu karnym Ebiego. Chyba na niego kładzie sie największy nacisk, ale w końcu to on jest od strzelania bramek. Pasywnie i nieskutecznie- tyle.

Teraz Turcja. Oj to była drużyna. Ich gra była bardzo pomysłowa i ciekawa, nie było nudnego meczu z ich udziałem. Szkoda, że odpadli właściwie nie fair. Bo chociaż sami słynęli z ostrych końcówek i zostali zniszczeni swoją własną bronią, to Niemcy czy byli lepsi tak naprawdę? Hm... Nawet nie za bardzo Turcy mieli szansę odrobić ten stracony gol w ostatniej minucie regulaminowego czasu.

Była też ciekawa Rosja. Która zasługuje na pochwałę, może nie stuprocentową, bo ich ostatni mecz to kompletna porażka, ale wcześniejsze starcia porównać mogę do gry Tureckiej. Nie byłam świadoma wcześniej, że tak wielka potęga kryje się za tą drużyną. Ale jak zawsze minus musi być, a tym minusem ważącym o losach reprezentacji rosyjskiej była słabość fizyczna.

No i przejdę do finału. Większość Polaków była za Hiszpanami, ale nie z powodu sympatii do nich, lecz nie-sympatii do Niemców. Choć wielu temu zaprzecza wydaje mi się, że jest w tym sporo prawdy. Mimo, że sama też byłam za Hiszpanami i wmawiałam sobie, że to nie z powyżej wymienionych powodów, to chyba trochę się okłamywałam. Ale konkrety. Gra Hiszpanów była rewelacyjna, wiele strzałów na bramkę, kontrola nad piłką i skuteczne kontry! Początkowe minuty spotkania to chaos, zagubienie Hiszpanów, ale z każdą następną chwilą niemiecka reprezentacja miała coraz większe kłopoty. Hiszpania zgubiła ich swoim futbolem gdzieś w połowie pierwszej połowy i jak Niemcy się zgubiły tak odnaleźć umieli się już tylko sporadycznie.
Uważam, że Hiszpanie całkowicie zasłużyli sobie na zwycięstwo. Byli najlepszą drużyną na euro, która jak wygrywa to tylko z klasą.






CHYBA SIĘ Z TOBĄ ROZWIODĘ
09.06.2008 :: 20:37
comments (6)

Młoda, utalentowana i piękna... Tegoroczna maturzystka NINA KODORSKA z Reszla została zwyciężczynią XV Finału Laureatów Szansy na
Sukces. Uczy się w liceum w Kętrzynie w klasie o profilu językowym
(niemiecki, angielski, łacina). Przez pięć lat trenowała piłkę ręczną. Kocha jazz, planuje zdawać na Akademię Medyczną w Katowicach. Decyzja jury nie była jednogłośna. Zadecydował głos Ireny Santor, która zażyczyła sobie by to ona jako ostania mogła oddać głos na swojego ulubieńca. Bez wahania oddała go Ninie, która oczarowała publiczność
oryginalnym wykonaniem piosenki „Łza na rzęsie” autorstwa Maryli Rodowicz. Do swojego występu dodała rockowego pazura i genialnej wokalizy. Ta ostra interpretacja tego utworu zapewniła jej zwycięstwo. Teraz przed nią jeszcze większe wyzwanie: Debiuty w Opolu które odbędą się już 13 czerwca. Zaśpiewa piosenkę Wojciecha Młynarskiego „Moknie w deszczu diabeł”, z repertuaru Hanny Banaszak. Trzymamy za nią kciuki! Może Ninie uda się zdobyć główną nagrodę tak jak ubiegłorocznej laureatce finału Szansy na Sukces Ani Józefinie Lubienieckiej.




Na stronach itvp.pl można już obejrzeć całą galę. Polecam serdecznie!








SAY WHAT YOU NEED TO SAY
06.06.2008 :: 19:42
comments (11)

KINA GRANNIS

Kina to amerykańska piosenkarka. Urodziła
się 4 września 1985 roku w Californi. Tam też dorastała, później zaczęła podróżować po kraju grając koncerty, a ostatnio w podróż wybrała się do New York City. Jej muzyka to pomieszanie akustyki z popem. Wspaniały klimat tworzy się głównie dzięki gitarze, która towarzyszy we wszystkich jej
piosenkach. Najbardziej znana piosenka w wykonaniu Kiny to chyba „Masagge from your heart”, do której również nakręcony został teledysk. Ale nie wiem, czy jest to najlepszy utwór spośród dość wąskiej a zarazem jakże szerokiej jak na tak młodą artystkę listy piosenek. Wydała już trzy niesamowite albumy (wszystkie w 2006r.), które za każdym razem pokazują prawdziwe wnętrze, wspaniałej osoby. Kina sama komponuje muzykę i pisze teksty, które są głównie o życiu, o ludziach, o miłości oczywiście też...





Więcej na:

www.kinagrannis.com

www.youtube.com/user/kinagrannis




DZIĘKUJCIE PANU, BO JEST DOBRY
01.06.2008 :: 18:42
comments (1)

W tym jakże wspaniałym dniu pierwszego czerwca, dniu dziecka postanowiłam jedynie zamieścić tutaj wspaniałe słowa, jakie mogliśmy dziś usłyszeć w katolickich kościołach. Przeważnie na kazaniach śpię, dziś mimo wielu prób nie potrafiłam, słowa jakie usłyszałam wydały mi się na tyle dobre, ze postanowiłam je każdemu, któremu jednak zasnąć się udało przytoczyć jeszcze raz.



Dziękujcie Panu, bo jest dobry


Drogie dzieci, drodzy rodzice, bracia i siostry!

Dziękuję, że jesteście!


Dzień pierwszy czerwca to data szczególna, wyjątkowa dla
wszystkich dzieci i rodziców - Dzień Dziecka. Rodzice cieszą się swoimi
dziećmi, dzieci dziękują swoim rodzicom. Od tego roku w każdą pierwszą
niedzielę czerwca w Metropolii Warszawskiej będziemy obchodzić Dzień
Dziękczynienia. W dzisiejszą niedzielę czynimy to po raz pierwszy i
zapraszamy wszystkich ludzi w Polsce do włączenia się do tej
wdzięczności Panu Bogu i ludziom.

"Dziękuję" to słowo niezwykłe, o którym w codziennym
zabieganiu często zapominamy. Koncentrujemy się na tym co przeszkadza,
co nie wyszło, nie zaś na tym co dobre i pozytywne. Słowo "dziękuję" to
klucz do otwierania ludzkiego serca i mnożenia dobra w drugim
człowieku. Dzień Dziękczynienia to czas, kiedy można się na chwilę
zatrzymać i popatrzeć na świat, który nas otacza, na jego piękno,
ludzi, przyrodę i podziękować tym, którzy niosą nam dobro i uśmiech.

Dlatego dziś chciałbym powiedzieć - dziękuję że
jesteście, że trwacie w Polskim Kościele, wspieracie go i modlicie się.
Dziękuję za to, że polskie rodziny przez tyle wieków, wbrew
niedostatkom i trudom pielęgnowały wiarę, wychowywały pokolenia
wierzących i patriotycznych obywateli. Dziękuję Wam rodzice, dziękuję
Wam dzieci, wy jesteście przyszłością Polskiego Kościoła.

A zarazem zachęcam was rodzice - warto dziś szczególnie
podziękować waszym dzieciom, niech czują jak bardzo je kochacie. Dzieci
podziękujcie dzisiaj specjalnie mamie i tacie, babci i dziadkowi. Niech
wiedzą jak bardzo są potrzebni. To także dzień radości i szczęścia z
tego, że nie jesteśmy sami, że wszyscy jesteśmy dziećmi kochającego
Boga.

Trzydzieści lat temu na stolicy Piotrowej w Rzymie
zasiadł polski Papież. Rok później w czerwcu wołał w Warszawie: "Niech
zstąpi Duch Twój o Panie i odnowi oblicze tej ziemi". Obudził nadzieję
i narodziła się "Solidarność", aż w końcu nadszedł czerwiec 1989.
Dziewiętnaście lat temu Polska odzyskała w pełni swoją wolność. Dzięki
Opatrzności Bożej stało się to, co wydawało się niemożliwe. Jan Paweł
II bez zbrojnych hufców i armii zmienił oblicze świata. Wiele osób,
pokoleń walczyło o wolną i niepodległą Polskę. Teraz my dopiero możemy
się nią cieszyć.

Dlatego podziękujmy dziś Opatrzności Bożej, za ten
niezwykły dar wolności, za wszystkich tych, którzy oddali za nią życie
i zdrowie. Niech Dzień Dziękczynienia stanie się także naszym duchowym
wotum wdzięczności za niepodległość i wolność każdego z nas. Niech
będzie trwałym dziełem budowanym nie na piasku, ale na skale, na
nieprzemijających fundamentach miłości i wdzięczności.

Od kilku lat na Polach Wilanowskich powstaje Świątynia
Opatrzności Bożej, wotum obiecane przez Polski Sejm Czteroletni w 1792
roku. W jej wnętrzu mają znaleźć się ołtarze i kaplice oraz miejsca
obrazujące najważniejsze momenty naszej historii - chrzest Polski,
obronę Częstochowy, powstania narodowe, cud nad Wisłą, męczeństwo i
hekatombę okupacji, Katyń, powstanie warszawskie. Ostatnia kaplica
poświęcona będzie Janowi Pawłowi II, Prymasowi Tysiąclecia Kard.
Stefanowi Wyszyńskiemu i "Solidarności". Pragniemy, aby świątynia ta
mogła stać się Sanktuarium Pamięci Narodowej, wotum Opatrzności Bożej
za dar wolności, ale także naszym wyrazem pamięci i dziękczynienia za
polskich świętych i miliony polskich bohaterów - znanych i nieznanych.
W Centrum Opatrzności Bożej, w obrębie którego znajduje się świątynia,
powstanie także niezwykłe muzeum Jana Pawła II i Prymasa Tysiąclecia, a
w podziemiach krypta - Panteon Wielkich Polaków.

Dziś w kościołach całej Polski odbywa się zbiórka na
tacę, która przeznaczona jest na budowę tego właśnie wotum naszej
wdzięczności. Wierzę, że ono powstanie, mimo trudów i przeciwności, bo
wierzę, że Polska jest Bogu wdzięczna. Dziś każdy z nas ofiarą i
modlitwą może złożyć swój osobisty dar - swoją cegiełkę.

Dlatego dziękuję za każdą waszą ofiarę, za waszą
modlitwę. Dziękuję również wszystkim kapłanom, księżom proboszczom za
okazane wsparcie i życzliwość.

Dziękuję wam wszystkim za to, że jesteście.

Drodzy rodzice, dziękujcie swoim dzieciom! Kochane
dzieci, podziękujcie swojej mamie i swojemu tacie! Dziękujmy Bogu, za
to że dał nam wolność. Dziękujmy za każdy dzień, za Jego miłość, za to,
że On jest i będzie. Dziękujmy Panu bo jest dobry, a Jego miłosierdzie
trwa na wieki. Dziękując wszystkim za włączenie się w Dzień
Dziękczynienia i za ofiarę na narodowe wotum Opatrzności Bożej
zapewniam o modlitwie całego Kościoła Warszawskiego.

Warszawa, dn. 30.04.2008

+Kazimierz Nycz

Arcybiskup Metropolita Warszawski






GŁAWNOJE UPRAWLENIJE ŁAGIERIEJ OGPU
24.05.2008 :: 22:11
comments (3)

Będzie krótko i rzeczowo.
Pragnę Wam polecić bardzo ciekawą i wciągającą książkę.
A mianowicie GUŁAG autorstwa Anne Applebaum.
Lektura długa, bo ponad 600 stron. Ale... jak na osobę wciągniętą w historie średnio, mającą z nią dość mało do czynienia, powiem, że przedstawiła mi obraz obozów sowieckich chyba najlepiej jak się dało. Zawarte w niej opowiadania są niestety brutalne i okrutne, jednak zdecydowanie warte poznania. Opisane bez owijania w bawełnę. Znajdziecie tam zapisane rozmówy z naocznymi świadkami przerażających wydarzeń. Zapiski te nie pozwalają czytelnikowi ani na chwilę rozmyślić się i pożeglować w inny świat. Dodatkowo umieszczono zdjęcia mężczyzn, kobiet, dzieci, podczas pracy oraz bezpośrednio w łagrach.

Polecam bardzo gorąco, każdemu, kto chce nieco bliżej poznać te drastyczną historię oraz każdemu, kto chciałby bliżej poznać ludzi, którzy znaleźli się w dramatycznej sytuacji.








Szczęście to coś,
co każdy z nas musi
wypracować dla samego siebie

(Erich Fromm)
================

KSIĘGA GOŚCI
wejście

KATEGORIE
life(6)
music(6)
books(2)
others(1)

LINKI
Kina's Polish Website
Kina Grannis
John Mayer
PAJACYK


ARCHIWUM
2008
september
august
july
june
may

================